- Och, jak urosłeś, Jim! - wykrzyknęła w udawanym zachwycie babcia Jima.
Babcia Jima była siedemdziesięciopięcioletnią kobietą lecz nie miała ani jednego siwego włosa.
Ubrana była w nakrapiany, niezbyt modny fartuch, niewygodny golf i zielone spodnie.
- Widziałaś mnie wczoraj, babciu Alicjo... - uśmiechnął się chłopak.
- Nie lubię pyskaczy. No, rozbieraj się... I pomóż mi wstać...
Jim ściągnął buty i schylił się by położyć je pod szafką. Pod nią spostrzegł poplamiony czymś czerwonym cukierek. Wzdrygnął się.
- "Krew" - pomyślał.
- Wnusiu, pomóż mi wstać!
- Już babciu.
Jim podał babci rękę i wstała. Sięgnęła ręką do kieszeni fartucha i wyciągnęła czarny cukierek.
- Proszę wnusiu... Dziękuję, że pomogłeś mi wstać. - babcia Alicja uśmiechnęła się czarująco.
- Nie, dziękuję ci babciu za cukierek, ale nie mogę go przyjąć. Jadłem już dzisiaj wystarczająco słodyczy.
Mama Jima, czyli pani Regina, uniosła brwi.
- Ależ nie jadłeś dziś żadnych słodyczy!
Babcia pokręciła głową udając dezaprobatę.
- Oj... Wnusiu! Nie można kłamać...
- Ale babciu. Ja naprawdę nie chcę cukierka.
Mama Jima zdenerwowała się:
- Mamo... Jak Jim nie chce cukierka to mu nie dawaj...
- Ale... - babcia wyglądała jakby miała się popłakać.
Mama Jima zawahała się i skinęła głową w stronę Jima.
Jim wziął cukierka i chciał już wyrzucić za plecy, lecz babci ścisnęła w żelaznym uścisku jego rękę i wepchnęła mu cukierka do ust. Jim zaczął się krztusić.
Pani Regina zaczęła biec w stronę chłopca.
- Ależ mamo! Co ty mu zrobiłaś!
Babcia Alicja sięgnęła do drugiej kieszeni fartucha i wyciągnęła z niej... poplamiony krwią nóż.
- Ależ nic takiego, moje dziecko. Nic takiego...
Rzuciła nożem prosto w rodzicielkę Jima.
Lecz Jim już tego nie widział. Leżał na ziemi i powoli zamykał oczy, czując wypływającą mu z ust krew.
środa, 17 lutego 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)